Dar serca
Są ludzie szczęśliwi którzy nigdy nie zaznali porażki i żadnej przekorności losu. Są jednak i tacy którzy wciąż borykają się z przeróżnymi życiowymi problemami które pojawiają się nie wiadomo skąd i kończą się tak jakby niby nic. Powracają jednak tak jakby przykleiły się do wybranego przez siebie człowieka. Sięgając w przeszłość co jakiś czas pojawiała się jakaś przeszkoda w moim życiu i udręka która wybuchała nagle nie wiadomo z skąd. Porażka, pech takie myśli mnie nachodziły lecz pech ten kończył się nagle tak jakby czarna świeca którą ktoś zapalił wypaliła się do końca.
Szukałam w annałach zjawisk niewyjaśnionych przyczyny tego zjawiska i dopiero z czasem uświadomiłam sobie o co tutaj chodzi. Zanim jednak doszłam do przyczyny powstawania moich niepowodzeń zrozumiałam że zwykły odruch płynący z serca może odmienić mój i nie tylko mój los ale i innych ludzi. „Dar serca” tak nazwałam to zjawisko które jest związane z naszym sercem i zwykłym ludzkim odruchem. Niby nic. Zwykły uczynek który płynął z serca nieprzemyślany i nie kalkulowany dawał więcej niż jakakolwiek korzyść ofiarowana w majestacie dobrodusznego triumfu ludzkiego umysłu. Tak! Czasami ofiara jaką komuś składamy w formie dobrodusznego uczynku jest ofiarowana z potrzeby nie dobrego serca lecz zaspokojenia potrzeb własnych. Nawet czasami tych najbardziej egoistycznych. „Dar serca” to odruch, impuls płynący z naszego serca zanim jeszcze nasz umysł poddał go drobiazgowej kalkulacji. Zrobię, czy nie zrobię a jak zrobię to co z tego będę miała. Ja sama oczywiście. Zwykła kalkulacja lewej półkuli mózgowej która jak zwykle musi mieć nad wszystkim kontrolę. „Dar serca” niczym podarunek bezzwrotnej pożyczki wylewa się z naszego czakramu o zielonkawej poświacie czyniąc cuda. Tylko dlaczego tak rzadko chciało by się powiedzieć lecz odpowiedz jest bardzo prosta i smutna zarazem. Obecnie jest więcej ludzi którzy chcą brać niż dawać wiec jeśli pojawi się na horyzoncie osoba która dawać potrafi i chce to należy ja dopaść i złupić. Tak niestety obecnie jest. Siłą rzeczy osoba dająca z czasem aby zachować siłę swojego wewnętrznego „ja” i wypływ energii musi się nauczyć dawać, ale nie wszystkim. Można nawet powiedzieć że rozsądnie rozdawać. Wówczas „dar serca” przestaje działać ponieważ za każdym razem przed, włącza się kalkulacja. Dać, czy też nie dać.
Popsuł się telewizor więc zła na cały świat postanowiłam zawieść go do punktu napraw. To były dawne czasy nie to co teraz kiedy na miejsce przyjedzie fachowiec i naprawi lub pójdziesz kupić nowy bo to prawie tyle samo kosztuje. Tego dnia byłam już zła bo musiałam przewieść samochodem telewizor na drugi koniec miasta. Tak rozpoczyna się moje pasmo niepowodzeń które się rozpoczęło zaraz po wyjściu z mieszkania. Stłuczka – zabrany dowód rejestracyjny za jedną zdaniem policjanta „łysą” oponę. Całe szczęście że to nie ja byłam winna tej stłuczki – ale! Zepsuty kran – zalany sąsiad piętro niżej. Kłótnia z szefem – byłam zagrożona :-) Przypalona sukienka – mój partner się obraził bo nie wyszłam z nim na potańcówkę i wiele, wiele innych zdarzeń o których szkoda nawet wspominać. Pasmo niepowodzeń jakie mnie dopadło zaraz po wyjściu na klatkę schodową z telewizorem (mały telewizor 18 cali) nie miało końca i trwało dwa miesiące. Wybawieniem okazała się moja koleżanka. Przyszła w odwiedziny i wysłuchawszy moich żałosnych opowieści podjęła decyzję. Idę posprzątać tobie kuchnię i nie poczekawszy na moje tak lub nie już zmywała naczynia. Chciałam coś powiedzieć ale poczułam nagle jak moje serce zalewa fala gorąca. Poczułam się dobrze. Nerwy odeszły i wiedziałam już że coś wokoło mnie, zmieniło się. Czarna świeca niepowodzeń wypaliła się do końca. „Dar serca” pod postacią posprzątanej kuchni, uczynku ot tak bez wyraźnej potrzeby lub przymusu, zadziałał. Wszystko odeszło w zapomnienie i znów moje życie wróciło do normy.
Innym razem w podobnej sytuacji zwykłe zagrabienie ogródka przez przyjaciółkę sprawiło cuda lub użyczenie benzyny przez pana mijającego małą kobietkę na środku autostrady przyczyniło się do tego że zło odeszło. „Dar serca” niczym serdeczny podarunek dobrej woli złamał zło które już zaciskało pętlę na moje szyi chichocząc szyderczo z radości. Innym razem mój własny „dar serca” zdziałał cuda w innej krytycznej sytuacji.
Byłam u koleżanki która żaliła się że wciąż wybuchają kłótnie w domu. Rozejrzałam się szybko i od tak nawet nie wiem dlaczego powiedziałam: oj kochana ten obraz koniecznie musisz przewiesić w inne miejsce” i palcem pokazałam gdzie. Sama nie wie dlaczego ale moje wewnętrzne „ja” kazało mi tak zrobić. Koleżanka przewiesiła obraz i po paru dniach zadzwoniła do mnie zadowolona szczebiocąc radośnie że nerwowa atmosfera znikła jak poranna mgła.
Parę lat temu będąc na wczasach skradziono mi walizkę na lotnisku. Łamiąc język ojczysty próbowałam dowiedzieć się gdzie podział się mój bagaż ale, wiadomo ……Tak zaczęła się moja gehenna ponieważ okazało się również że hotel nie był tym samym który był umieszczony w folderze reklamowym. Już wszystko we mnie wrzało i jak zwykle wypadki toczyć się zaczynały utartą ścieżką kiedy powiedziałam stop…Stop Agato….. (To moje drugie imię :-) )Przecież to znasz, Zawsze się tak zaczyna i wiesz jaki będzie finał. Tym razem musisz postąpić inaczej i nie dać się złu omotać. Poszłam do obskurnego pokoju, wzięłam prysznic a później chwila wyciszenia, relaksu i zaczęłam wszystko od początku. Spokojnie…..spokojnie. Zło odeszło. Na drugi dzień znalazły się bagaże a po rozmowie telefonicznej z organizatorem turnusu zostałam przeniesiona do innego hotelu. Okazało się że były to najlepsze wczasy mojego życia na których spotkałam tego jedynego i jestem z nim do dzisiaj. Teraz już wiem że moje niepowodzenia były wynikiem nagromadzenia się mojego wewnętrznego niekorzystnego ładunku który przyciągał jak magnes inne podobne wydarzenia. Były to moje myśli i złość. Ładunek niepowodzeń został rozładowane przez „dar serca” Zwykły odruch serdeczności. Ech ….chciało by się rzec. Szkoda tylko że jest go obecnie tak niewiele.
Ewa Wilczewska
|
Tutaj możesz mieć swoją reklamę |
