Czy należy żałować za grzechy?
Czy należy żałować za grzechy? Oto znów pojawia się pytanie – pozornie obrazoburcze, zwłaszcza w świetle wskazań wielu religii chrześcijańskich.
Jaki sens ma żal za grzechy? Do czego ma prowadzić? Jak wielu z nas miota się w bólu poczucia własnej grzeszności popadając nieraz w głębokie wewnętrzne konflikty? Do czego doprowadzają takie wewnętrzne konflikty? Myślę, że warto i nad tym zastanowić się. Myślę również, że i w tych rozważaniach dobrym przykładem jest Chrystus Jezus.
U Niego było wszystko – przede wszystkim mądra miłość i wypływająca z niej chęć pomagania innym. Brak jednak było jakiegokolwiek żalu za grzechy. Dlaczego? Czyżby jedynie dlatego, że Jezus był bezgrzeszny?
Jezus całym swoim życiem dawał nam przykład właściwego postępowania. „Ja Jestem Drogą, Prawdą i Życiem…” Jeśli tak, to w takim razie brak eksponowanego przez Niego żalu za grzechy jest może i dla nas wskazówką? Może i my nie powinniśmy żałować za nasze przewinienia? Czy takie stwierdzenie nie trąci herezją? Co mamy myśleć n ten temat, jak postępować?

www.duchowe.pl
Co mamy jednak zrobić, kiedy już zbłądzimy i kiedy uświadomimy to sobie? Czy mamy poddać się – w skrajnym przypadku – rozpaczy z powody zła, jakie wyrządziliśmy? Mamy bez przerwy bić się w piersi powtarzając bez końca „Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa”? Czy wielu z nas nie mówi wówczas sobie, że nigdy sobie własnego czynu nie wybaczy? Czy nawet nie zaczyna odczuwać do siebie wstrętu? Zamykamy się więc w żalu, smutku, rozpaczy nawet i oskarżamy samych siebie. Czy taki rodzaj postępowania nie świadczy o naszym swoistym egoizmie i pysze? Przecież mleko już się rozlało.
A kimże w końcu jesteśmy? Czy już jesteśmy tak przesiąknięci Świadomością Chrystusową jak Jezus? „Errarum humanum est…” – „Błądzenie jest rzeczą ludzką…” – powiada odrodzeniowe hasło. Zbłądziliśmy więc, staliśmy się źródłem krzywdy. Niejednokrotnie świadomość tego pali nas w środku. Czy mamy jednak poddać się destrukcyjnemu uczuciu ciągłego żalu? Czy mamy posypać głowę popiołem i nałożyć pokutną Włosienicę, poranić ciało, samobiczować się i wyjść na ulicę krzycząc: „Patrzcie! Oto ja – wielki grzesznik!” A za żalem pojawia się lęk – ten największy nasz wróg. Lęk przed karą chociażby. Lęk, który niszczy nas podstępnie – zarówno naszą psychikę jak i nasze i ciało.
Czy nie lepiej więc po prostu jest popracować nad sobą, aby więcej już nigdy do takiego zdarzenia nie doszło? Nie lepiej jest odsłonić przyczyny i skutki naszego zbłądzenia, naszego grzechu?, Nie lepiej jest zadośćuczynić wyrządzonej krzywdzie – zdając już sprawę z tego wszystkiego – o ile jest to jeszcze możliwe?
Może ten nasz grzech jest dla nas doskonałą lekcją – lekcją pokory, lekcją wyciągania wniosków, lekcją fotografowania, skanowania siebie i okazją do dokładnego przyjrzenia się sobie, własnemu wnętrzu?
Może jest to okazja do przekonania się, na jakim etapie naszego wewnętrznego rozwoju jesteśmy? Może ma nam to pokazać, uświadomić, jak wiele jeszcze powinniśmy zrobić – przede wszystkim dla siebie samych? Co mamy w sobie przemienić, co nowego zbudować w sobie?
Czyż nie jest to doskonała okazja do zastanowienia się nad sobą, do wielu przemyśleń, do wypracowania innego spojrzenia na siebie, do nasilenia wewnętrznego odczuwania siebie?
Czy grzech – to jest nasz upadek? A może jest on okazją do zbudowania siebie, do wejścia na ścieżkę prowadzącą do Boga, do uzyskania Świadomości Chrystusowej? Czy i czego należy więc bezproduktywnie żałować?
Czy nie lepiej dziękować Bogu za to, że pojawiła się okazja, aby sobie przebaczyć? Jeśli Bóg wybacza, to dlaczego my sobie nie potrafimy wybaczyć? Przecież Bóg nie odrzuca nikogo – Bóg trwa w cierpliwości. Trwa wiedząc doskonale, że każde z jego marnotrawnych dzieci kiedyś powróci do Niego…
Fragment książki „Nie samym chlebem żyje człowiek – Jak odkryć Boga w sobie?”. Autor: Janusz Dąbrowski