Anioł śmierci – świąteczny łykend
Anioł nie potrafi ingerować w naszą wolną wolę w formie nakazu lub przykazu, lecz pragnie dzielić się z nami swą radością i szczęściem. Przypomina nam w subtelny sposób o czymś, co powinniśmy zrobić lub też może ostrzec nas przed niebezpieczeństwem.
Czasami napomina nas, gdy zrobimy coś złego lub podsuwa myśl, aby zrobić coś dobrego. Mówi się o nim, że jest Aniołem Stróżem. Anioł może nas napomnieć lub przypomnieć, ale czy człowiek przyzwyczajony do oglądania kolorowych obrazków w skrzynce zwanej telewizorem zechce go wysłuchać. A choćby nawet chciał usłyszeć Anioła Stróża czy jest to możliwe z za wyjących głośników radia na chwilę przed wypadkiem samochodowym. Z pewnością nie usłyszymy swojego anioła stróża, który szarpie nas za ramię przejeżdżając niestrzeżonym przejazdem kolejowym. Krzyczy do nas – „zaraz przejedzie przez przejazd kolejowy anioł śmierci„. Nie usłyszymy, lecz doświadczymy na własnej skórze moment, kiedy to impet zderzenia rozrywa nasz ukochany samochód szarpiąc również nasze ciało. Nie usłyszymy swojego anioła stróża, ponieważ od paru lat panoszy się na naszych drogach anioł śmierci. Za każdym razem, gdy wciskamy pedał gazu anioł śmierci czeka. Już nie musi chodzić jak kiedyś zakapturzony i z kosą na ramieniu. Obecnie na jego twarzy zobaczyć możemy uśmiech zadowolenia. Wariaci drogowi wyręczają go aż nadto. W świąteczny łykend udowodniliśmy, na co nas stać bijąc kolejny rekord. Według niepełnych danych 33 osoby zginęły, a 337 zostało rannych w 240 wypadkach, do których doszło na polskich drogach w świąteczny łykend. Zatrzymano 1071 nietrzeźwych kierowców. Przytoczone dane jeżą włos na głowie. Wariaci drogowi depcząc pedał gazu koszą wszystko na swojej drodze. Małe czy duże – pełzające czy chodzące. Ostatnio nawet staruszkę na przejściu dla pieszych. Wyręczają anioła śmierci codziennie z jego zadania ustalonego od wieków. Czy stwórca to przewidział? Ilość dusz skoszonych przez anioła śmierci i „wałęsających” się po naszych drogach jest zatrważająca. Każdy z was może je napotkać jadąc na urlop samochodem. Ale uwaga zbliża się następny tym razem majowy długi łykend. Anioł śmierci już czeka ostrząc kosę mocno stępioną po poprzednim pracowitym świątecznym łykendzie. Będziemy znowu przez parę dni mówić o ofiarach wypadków a rodziny poszkodowanych szlochając będą przeklinać ich sprawców. Czy włączone światła w samochodach pomogą nam przechodniom uniknąć wypadków drogowych? Być może to my jako chwilowi użytkownicy dróg powinniśmy takowe włączyć, ponieważ na przejściach dla pieszych nie czujemy się już bezpieczni.
Mirosław Mazur użytkownik przejścia dla pieszych.